Jaki nakład pracy kryje się za twoją książką i każdą z wystaw? Jesteś pedantem jeśli chodzi o przygotowania?
Za przygotowaniem książki kryje się niesamowita praca, wystarczy pomyśleć, że oprócz wyboru zdjęć, z archiwum lub nowych, jest faza drukowania, selekcji, skanowania, a następnie porównania ich z wydawcą, z kolegami oraz z tekstami. To coś więcej niż publikacja, to tworzenie historii i kultury. Dlatego ważne jest, aby powierzyć to zadanie dobremu wydawcy, z powołaniem. Jeśli chodzi o wystawy, nie bardzo je lubię, mimo że są ważne. Nie sądzę, że wartość fotografa lub jego zdjęć można zmierzyć ilością wystaw. Kiedy decyduję się na wystawę, jestem bardzo wymagający jeśli chodzi o wybór miejsca, przygotowanie wydruków. Próbuję analizować również przestrzenie z moim przyjacielem architektem, sprawdzając ich akustykę. To wszystko wymaga czasu, zaangażowania i kompetencji.
Dlaczego ta ostatnia publikacja jest dla ciebie tak wyjątkowa? Przedstawiasz w niej też samego siebie. Trudno jest opowiadać o sobie?
Dokonanie wyboru odpowiednich zdjęć jest często trudne, wszystkie są ważne niezależnie od jakości. Reprezentują nasze wspomnienia, nasze chwile i trudno się od nich oderwać. Wewnątrz książki moje zdjęcia znajdują się w formie pośredniej, ponieważ ja nie jestem fotografem-bohaterem, ale tym fotografującym. Aczkolwiek te zdjęcia też mówią o mnie. W książce znajduje się około 80 fotografii i każda z nich jest dla mnie ważna.
Jesteś włoskim maestro czarno-białego reportażu. Kim byli twoi mistrzowie? Jaką tajemną wiedzę fotoreportażu przekazujesz swoim uczniom?
Gdy ktoś określa mnie mistrzem, zawsze mnie zawstydza. Z pewnością we Włoszech jest wielu świetnych fotografów, jeśli chodzi o reportaż. Mistrzów zostawmy jednak w szkole, ja jestem zwykłym rzemieślnikiem, który uwielbia swoją pracę i wykonuje ją z poświęceniem i miłością. Moi nauczyciele są tak liczni i są tak dobrzy, że przy nich czuję się bardzo mały. Są nimi: Freed, Webb, Strand, Caron, Chambi, Scianna, Atget, Boubat, Leone, Sellerio, Bischof, Burri, Koudelka, Davidson, Depardon, Roma, Battaglia, Atwood, Chien-Chi Chang, D’Amico, Franck, Evans, Woodman, Giacomelli, Haas, Hine, Pellegrin, Richards, Sander, Towell, Weegee, Zachmann, Friedlander, Salgado, Leiter, Bresson czy Sluban. Wymieniłem tylko kilkunastu z nich. Zawsze utrzymywałem, że fotografia to konfrontacja i pokora. Wystawy, które się ogląda, książki, które się czyta, są moim zdaniem podstawami nauki fotografii. Moim studentom lub tym, którzy chcą zacząć przygodę z fotografią mówię, że musimy wzruszać się patrząc nie na własne fotografie, ale na zdjęcia innych i uczyć się od nich, poznawać autorów, chodzić na spotkania. Prawdziwej fotografii nie ma w mediach społecznościowych. Musimy drukować zdjęcia nawet w małym formacie, patrzeć na nie, dotykać ich, zabierać w podróż, dosłownie wszędzie. Ponadto nauczam, by do każdego tematu podchodzić z szacunkiem. Nie można odbyć tygodniowej podróży, zrobić 700 zdjęć i mówić, że się zrobiło reportaż na dany temat.