zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Roberto Strano: Zdjęcia są tam gdzie ty

1 listopada zostanie zainaugurowana  w Rzymie nowa wystawa Roberta Strano, przedstawiająca największych sycylijskich fotografów. Tego dnia odbędzie się też prezentacja książki fotografa, w której wezma udział bohaterowie ze zdjęć artysty: Tony Gentile, Tano D’amico, Ferdinando Scianna oraz dziennikarz Gaetano Savatteri, Joanna Longawa (współrganizatorka), wydawca książki Claudio Corrivetti (Postcart) oraz odpowiedzialny za sfinalizowanie wydarzenia Andrea Valeri, dyrektor działalnośi kulturalnej muzeum Palazzo Merulana. Równorzęnie z wydarzeniem odbędą się w Rzymie dwa workshopy mistrza reportażu o tajnikach monochromicznego portretu. Dla nas, patrona medialnego wydarzenia, Roberto Strano opowiada o genezie publikacji, przygotowaniach do niej oraz o swoich mistrzach, zawodzie fotografa i dwuznaczności w fotografii.


We wrześniu ukazała się twoja nowa książka, w formie anegdot i krótkich historii, opowiadająca o wielkich sycylijskich fotografach, twoich przyjaciołach. Jak doszło do tej publikacji?
Przede wszystkim dziękuję redakcji waszego prestiżowego magazynu za zainteresowanie się moimi pracami oraz tobie, Joasiu. Dla mnie fotografia to swego rodzaju porównanie – zajmuję się chwilami z życia, rejestruję je i opowiadam. Do każdego tematu podchodzę z szacunkiem, niezależnie od tego czy ukazuję ból, jakieś wydarzenie czy coś innego. W mojej poprzedniej książce o wypadkach drogowych, nad którą pracowałem przez 15 lat, dokumentowałem codzienne tragedie, w szczególności te z drogi SS 417 Ct/Gela, która jest „teatrem młodych ciał”. Mają tam miejsce wypadki spowodowane często nadużyciem alkoholu i nadmierną szybkością. Moimi zdjęciami uczulam, chcę rozbudzić świadomość, a nie skupiam się na robieniu spektaklu z ludzkiego bólu. Dawno temu te moje prace zobaczyła Letizia Battaglia i to ona zachęciła mnie do kontynuacji i do zrobienia wystawy na ten temat. Odbyła się ona w tym roku w Palermo w Centro Internazionale di Fotografia, w towarzystwie Josepha Koudelki, zaraz po jego wystawie. To wydarzenie okazało się wielkim sukcesem i zachęciło mnie do kolejnej wystawy i publikacji. Mój nowy album, który właśnie się ukazał, to również zasługa 15-letniej pracy. Przez lata uczyłem się, jak spokojnie i analogicznie oceniać moje prace, pracując w ciemni, w której czas i cierpliwość odgrywają podstawową rolę. 


Czym jest dla ciebie fotografia i rodzinna Sycylia? Jakbyś określił to co robisz w kilku słowach?
Jak wspomniałem wcześniej, fotografia to konfrontacja i pokora, koncepcje wyuczone na sycylijskiej ziemi, której światło jest gwałtowne, na której istnieją wielkie sprzeczności. Ta ziemia zrodziła wielkich fotografów, dziś znanych na całym świecie. Wymienię tylko kilku: Verga, Capuana, De Roberto, Scafidi, Sellerio, Scianna, Battaglia, Glaviano, Leone, Tornatore, D’Amico, Caleca, Giaccone, Roma, Chiaramonte, Giglio, Palazzolo, Gentile i wielu innych. Nawet wielki amerykański fotograf, Richard Avedon, po swojej podróży na Sycylię w okresie powojennym, powiedział, że znaczna część jego późniejszych prac była naznaczona tym doświadczeniem. Dorastałem z tymi mitami, z tymi imionami i nigdy nie uwierzyłbym, że kiedyś stanę się ich przyjacielem lub współpracownikiem. Jako fotograf mogłem opowiadać poprzez obrazy, dokumentować nasze życie i nasze spotkania – intymne, pełne przyjaźni i współpracy. Na Sycylii człowiek rodzi się ze świadomością i marzeniem, że gdy dorośnie, wyjedzie stąd do pracy lub na studia. Z tego samego powodu wielu wspaniałych fotografów wyjechało, robiąc kariery w świecie. Za każdym razem, gdy spotykałem któregoś czy którąś z nich we Włoszech, Nowym Jorku, Paryżu, czy Brazylii był to powód do uścisku, odczuwania dumy i wzajemnej konfrontacji. Taka właśnie jest geneza mojej książki: zdecydowałem się opowiedzieć zdjęciami życie fotografów, ponieważ są nie tylko świetnymi zawodowcami, ale przede wszystkim wspaniałymi ludźmi, a ten aspekt interesuje mnie najbardziej.

Jaki nakład pracy kryje się za twoją książką i każdą z wystaw? Jesteś pedantem jeśli chodzi o przygotowania?
Za przygotowaniem książki kryje się niesamowita praca, wystarczy pomyśleć, że oprócz wyboru zdjęć, z archiwum lub nowych, jest faza drukowania, selekcji, skanowania, a następnie porównania ich z wydawcą, z kolegami oraz z tekstami. To coś więcej niż publikacja, to tworzenie historii i kultury. Dlatego ważne jest, aby powierzyć to zadanie dobremu wydawcy, z powołaniem. Jeśli chodzi o wystawy, nie bardzo je lubię, mimo że są ważne. Nie sądzę, że wartość fotografa lub jego zdjęć można zmierzyć ilością wystaw. Kiedy decyduję się na wystawę, jestem bardzo wymagający jeśli chodzi o wybór miejsca, przygotowanie wydruków. Próbuję analizować również przestrzenie z moim przyjacielem architektem, sprawdzając ich akustykę. To wszystko wymaga czasu, zaangażowania i kompetencji.


Dlaczego ta ostatnia publikacja jest dla ciebie tak wyjątkowa? Przedstawiasz w niej też samego siebie. Trudno jest opowiadać o sobie?
Dokonanie wyboru odpowiednich zdjęć jest często trudne, wszystkie są ważne niezależnie od jakości. Reprezentują nasze wspomnienia, nasze chwile i trudno się od nich oderwać. Wewnątrz książki moje zdjęcia znajdują się w formie pośredniej, ponieważ ja nie jestem fotografem-bohaterem, ale tym fotografującym. Aczkolwiek te zdjęcia też mówią o mnie. W książce znajduje się około 80 fotografii i każda z nich jest dla mnie ważna.


Jesteś włoskim maestro czarno-białego reportażu. Kim byli twoi mistrzowie? Jaką tajemną wiedzę fotoreportażu przekazujesz swoim uczniom?
Gdy ktoś określa mnie mistrzem, zawsze mnie zawstydza. Z pewnością we Włoszech jest wielu świetnych fotografów, jeśli chodzi o reportaż. Mistrzów zostawmy jednak w szkole, ja jestem zwykłym rzemieślnikiem, który uwielbia swoją pracę i wykonuje ją z poświęceniem i miłością. Moi nauczyciele są tak liczni i są tak dobrzy, że przy nich czuję się bardzo mały. Są nimi: Freed, Webb, Strand, Caron, Chambi, Scianna, Atget, Boubat, Leone, Sellerio, Bischof, Burri, Koudelka, Davidson, Depardon, Roma, Battaglia, Atwood, Chien-Chi Chang, D’Amico, Franck, Evans, Woodman, Giacomelli, Haas, Hine, Pellegrin, Richards, Sander, Towell, Weegee, Zachmann, Friedlander, Salgado, Leiter, Bresson czy Sluban. Wymieniłem tylko kilkunastu z nich. Zawsze utrzymywałem, że fotografia to konfrontacja i pokora. Wystawy, które się ogląda, książki, które się czyta, są moim zdaniem podstawami nauki fotografii. Moim studentom lub tym, którzy chcą zacząć przygodę z fotografią mówię, że musimy wzruszać się patrząc nie na własne fotografie, ale na zdjęcia innych i uczyć się od nich, poznawać autorów, chodzić na spotkania. Prawdziwej fotografii nie ma w mediach społecznościowych. Musimy drukować zdjęcia nawet w małym formacie, patrzeć na nie, dotykać ich, zabierać w podróż, dosłownie wszędzie. Ponadto nauczam, by do każdego tematu podchodzić z szacunkiem. Nie można odbyć tygodniowej podróży, zrobić 700 zdjęć i mówić, że się zrobiło reportaż na dany temat.

Z których twoich prac jesteś najbardziej dumny? Czym dla ciebie jest opowiadanie rzeczywistości?
Urodzenie się na Sycylii jest często równoznaczne z odkrywaniem nowych światów, sięganiem po nowe wyzwania czy marzenia. Kiedy jesteśmy mali, mówimy tutaj, „kiedy dorosnę, wyjadę!”. Wyobraź sobie życie fotografa, który, jak ja, mieszka w centrum Sycylii, a który uwielbia podróżować i marzyć. Wiele lat temu, kiedy byłem bardzo młody, pracowałem w domu opieki w moim mieście Caltagirone, fotografując starsze osoby – zajęło mi to rok. Fotografowałem ich podczas świąt Bożego Narodzenia, karnawału, na plaży, w podróży, nie skupiałem się na ich podeszłym wieku. To byli starsi ludzie z witalnością i radością życia; wciąż mieli wiele do powiedzenia i opowiedzenia. Dzięki tej pracy nauczyłem się wielu rzeczy i wygrałem główną nagrodę Canon Award. Odebrałem ją w Mediolanie, gdzie poznałem Denisa Curti, ówczesnego dyrektora prestiżowych agencji Contrasto i Grazia Neri. Wiele gazet porównywało moją pracę do pracy wielkiego fotografa Mario Giacomellego. Ktoś napisał artykuł, w którym zacytował Sciannę; po wielu latach Scianna został moim przyjacielem, kolegą, doradcą i napisał, że moje prace mają siłę i delikatność dzieł Martine Franck i Franco Fontany. Scianna chciał umieścić je w Modenie na stałej wystawie obok wielkich fotografów XX wieku: Cartera-Bressona, Capy, Scianny, Sandera, Fontcuberta, Giacomellego i wielu innych. Wtedy ten zaszczyt uważałem za niesłuszny, gdyż byłem za młody, żeby znać wszystkich tych autorów. Z pewnością te zdjęcia przyniosły mi uznanie, ale najważniejsze, czego się nauczyłem to tego, że aby robić dobre zdjęcia, nie trzeba ich „szukać” na całym świecie. Zdjęcia są tam gdzie ty, są darem od natury bez konieczności podróżowania dookoła świata. Możesz żyć w jednym miejscu i możesz robić cudowne rzeczy, możesz podróżować po świecie i nic nie widzieć. Pomyślcie tylko o wspaniałych fotografach, którzy nigdy nie opuścili rodzinnych krajów: o Mario Giacomelli, który nigdy nie opuścił Senigallii, Eugène Atgecie i Édouardzie Boubacie, którzy nigdy nie przeprowadzili się z Paryża, ale robili cudowne zdjęcia. Moja fotografia zawsze opowiada o rzeczywistości, jednak fotografia nie zawsze mówi o rzeczywistości. W malarstwie lubię hiperrealistyczne obrazy Hoppera, ale fotografia jest niejednoznaczna i nie zawsze mówi prawdę, czasem może pokazać coś przeciwnego. Podam przykład: jeśli miałbym sfotografować protestujących przeciwko policjantowi, zobaczylibyśmy zdjęcie przemocy wobec policjanta, ale jeśli sfotografuję scenę kilka chwil później, gdzie jest policjant, który uderza protestujących pałką, podam całkowicie przeciwną informację. Gdybym pominął kilka klatek, dobrowolnie lub nieumyślnie, i nie sfotografowałbym całej sekwencji, miałbym fotografię, która nie mówi prawdy lub przedstawia niejednoznaczną prawdę. W związku z tym radzę przeczytać książkę mistrza włoskiej fotografii Obiettivo ambiguo [Dwuznaczny obiektyw] Ferdinanda Scianny.


Do Palazzo Merulana zaprosiłeś wielu gości. Planujesz już nowe wystawy?
Moi goście to przyjaciele, z którymi dzielę chwile pracy, ale także miłe chwile, w tym wielu z nich jest bohaterami mojej książki. Współautorami tekstów są Ferdinando Scianna i pisarz Gaetano Savatteri, zaproszeni zostali także wydawca i wielu innych. Następne wystawy zrealizuję w Mediolanie, na Sycylii i w Nowym Jorku. W tym ostatnim jest już zaplanowane wydarzenie na przyszły rok w ważnym miejscu (na razie więcej nie mogę zdradzić), w którym będzie mnie wspierał Thomas Roma, wielki włosko-amerykański fotograf.

Jakie jest motto twojej sztuki? Jakie zdanie kryje się za twoim życiem i twoją pracą fotografa?
Mam wielkie szczęście, że wykonuję pracę, którą uwielbiam. To czasem zmusza mnie do sfotografowania czegoś, co nie bardzo mi się podoba. W tym, co lubię, znajduję źródło inspiracji, moją radość. Moja filozofia to dyscyplina, zaangażowanie, etyka pracy i bycie pokornym, a przede wszystkim bycie dobrym ojcem i człowiekiem. Moim zdaniem to liczy się bardziej niż cokolwiek innego, również w zawodzie fotografa.


Co jest nietypowego w Sycylii? Dlaczego najwięksi fotografowie pochodzą właśnie stamtąd? Istnieje jakieś logiczne wyjaśnienie tego fenomenu?
Sycylia to wyspa pełna sprzeczności, w której wielcy pisarze, poeci, fotografowie i malarze znaleźli inspirację. Kraj, w którym Goethe krzyknął: ,,Kto nie widział Sycylii, ten nie rozumie Włoch. Tu bowiem jest klucz do wszystkiego”. Często zastanawiam się, dlaczego większość sycylijskich fotografów robi czarno-białe zdjęcia. Prawdopodobnie to wpływ wielkich autorów, takich jak Verga, Capuana, De Roberto. To dziwna sprzeczność, ponieważ my, Sycylijczycy, jesteśmy przyzwyczajeni do mocnych kolorów, intensywnych zapachów, kwiatów cyklamenu i migdałów, wielu odcieni morza, gwałtownych świateł. Nawet kiedy włoski pisarz Leonardo Sciascia mówi o fotografii, widzi, jak całe pokolenie fotografów jest uwarunkowane neorealizmem. Wielu z nas, sycylijskich fotografów, jest przyzwyczajonych do gwałtownego światła, aby tworzyć obrazy o silnych kontrastach. Tak wiele razy mnie pytano o fenomen sycylijskiej fotografii, że chciałem napisać książkę o tym i udało mi się to. Żałuję, że nie byłem w stanie umieścić w niej wielu innych, którzy zasłużyli na to, a przede wszystkim wielkiego fotografa Santi Visalliego pochodzenia sycylijskiego z Messyny, który mieszka w Kalifornii. Od 50 lat dokumentuje w Nowym Jorku, i nie tylko, wszystkie najważniejsze wydarzenia polityczne. Sfotografował ostatnich pięciu prezydentów Stanów Zjednoczonych oraz wielkich amerykańskich artystów, w tym Andy’ego Warhola. 


W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.

Urzeczeni niezwykłością tego kraju postanowiliśmy opisać to, co przez kilka dni udało nam się tu zobaczyć, czego posmakować i czym nacieszyć oczy
 

Sztuka jako odtrutka na rzeczywistość. Sztuka jako lustro, bo kto inny pokaże dosadniej? I wreszcie sztuka jako wyraz kontestacji.