Za to, jak w słynnym filmie „Internal Affairs” Wai Keunga Laua i Alana Maka, wzajemnie
się przenikają i próbują kontrolować.
Małe firmy i korporacje
Na początku istnienia późniejsze mafie są małymi, ukrytymi organizacjami, których zbrodnie dopiero po latach łączone są jedną nicią przez policyjnych detektywów. Tą nicią jest osoba, która wystosowała oferty nie do odrzucenia – to znaczy polecenie płacenia haraczu lub wsparcia jednej z mafijnych działalności. Odmowa przyjęcia oferty według tradycji oznacza śmierć tego, kto odmawia.
Zasięg grupy przestępczej ewoluuje. Stan osobowy zostaje odmłodzony, przyporządkowany hierarchii, od żołnierza, przez kapitanów, do szefa szefów. Działania mafii zostają ukierunkowane i profesjonalne jak w korporacji. Organizacje łączą się w grupy zorganizowane i podtrzymują ekspansję. Znowu jak korporacje wchłaniają konkurencję lub ją eliminują. Wtedy przychodzi moment, w którym do szefów naszej organizacji przychodzi ktoś z mafii mającej kilkusetletnią tradycję, taką jak yakuza, jedna z mafii włoskich albo w tym gronie najmłodszych – rosyjskich, i oferuje współpracę. Jest to „oferta nie do odrzucenia”.
Yakuza i kodeks Bushido
Japońska mafia, yakuza, w pierwszej kolejności współpracowała z bogatymi właścicielami wielkich firm, którym odpowiadało, że ich interesy miały profesjonalną i bezwzględną ochronę „obcinaczy rąk”. Dziś organizacja posiada własne spółki i specjalizuje się w handlu ludźmi, prostytucji i biznesie narkotykowym. Według stacji telewizyjnej Al Jazeera, 80 tys. jej członków należy do 22 syndykatów rozsianych po całym świecie. Inne media podają ponad 100 tys. „pracowników”. W szeregach yakuzy panuje zmowa milczenia. Członkowie mafii poddani torturom nigdy nie wydają swojego pana. Co do tego, w jaki sposób udaje im się zachować milczenie, nawet mimo poddawania torturom i faszerowania narkotykami, krążą teorie z pogranicza realizmu magicznego. Faktem jest, że, jak pisze Christopher Altman w pracy naukowej „Yakuza: Historia i rozwój”, członkowie yakuzy wciąż wyznają kod Bushido. „Okrutną śmierć kodeks określa jako akt poetycki, tragiczny i honorowy, zgodny z przeznaczeniem człowieka”.
Parasol syndykatów
Yakuza kultywuje dumę ze swojej tradycji. Jest słynna z tego, że jej członkowie tatuują całe swoje ciała niezwykle bolesną techniką nakłuwania setkami małych szpileczek. Smoki i zwierzęta, których malunkami pokrywają wszelkie zasłonięte później przez ubranie i odsłaniane tylko przy specjalnych okazjach miejsca, oznaczają wartości sięgające najstarszych tradycji samurajskich, m.in. właśnie wierności panu. Kto nim jest w dzisiejszych czasach? Sky News donosi, że z więzienia tzw. „parasolem syndykatów” dowodzi Kenichi Shinoda, odsiadujący wyrok za zamordowanie swojego rywala.
Adoptowanie bandytów
Według Aleca Dubro i Davida Kaplana, autorów „Yakuza: The Explosive Account of the Japanese Criminal Underworld”, faktem jest, że po II wojnie światowej yakuza na długi czas przestała być jednością. Doszło do wojny między syndykatami. Słynne gangi motocyklowe i, odcinające się od zasad starej mafii, grupy nowych mafii rozpętały coś w rodzaju wojny domowej. Dziś znów mówi się, że Japonia ma „jednego ojca wszystkich ojców chrzestnych”, co jest nawiązaniem do zasady symbolicznie rodzinnej, opartej na adoptowaniu nowych członków mafii.
Japońska yakuza
Yakuza uważana jest za najbardziej wpływową mafię na świecie. Rozpoczęła swoją działalność na początku XVII wieku. Utworzyli ją japońscy samuraje, którzy postanowili bronić cywilów w trakcie wojny domowej. Zaraz po wojnie organizacja miała się rozwiązać.
Inne źródła mówią, że właśnie w tzw. „erze Tokugawy”, w czasie pokoju, Roninowie postanowili sformować yakuzę. Zatrudnili profesjonalistów, którzy stworzyli prosty system finansowania organizacji, umożliwiający utrzymanie gotowości bojowej w kraju i ekspansji za granicą, bez względu na to, czy trwa wojna. Organizacja wprowadziła haracz za ochronę spółek japońskiej giełdy. Do grupy zaczęli przyłączać się bandyci. Ich szefami byli jednak wciąż samuraje.
Równie ważne role jak yakuza w świecie podziemia o tradycjach historycznych odgrywają Włosi, chińskie triady, Amerykanie i Rosjanie.
Sołncewska Brać
W Rosji czas demokratycznych przemian okazał się najgroźniejszy dla młodych kobiet. Z dnia na dzień znikały bez wieści. Zamówienia na tysiące Rosjanek spływały z Europy Zachodniej. Na handlu nimi byli agenci KGB zbijali fortuny. W kraju, w którym według Sołżenicyna 60 mln ludzi już wcześniej znikło bez wieści lub zostało oficjalnie rozstrzelanych z rozkazu Stalina, ludzie byli znieczuleni na nową tragedię.
Proceder ten na zlecenie Rosjan zaczęli uprawiać też nasi gangsterzy. „Narodziny polskiej mafii początkowo zlekceważono. Dopiero kiedy zaczęła doskwierać, wybuchły strzelaniny, polała się krew, policja i dziennikarze przystąpili do diagnozowania nowego zjawiska. Dostrzegli cechy typowego mafioso: gruby kark, złoty łańcuch na szyi i wygolona glaca. Wymachiwał kluczykami do czarnej Beemki albo Mercedesa, ubrany był w dres, adidasy, a za pazuchą ukrywał broń. Nie dostrzeżono wówczas drugiej mafijnej postaci, tej ukrytej w cieniu. Ubranej w garnitur od najlepszego krawca, z elegancką teczką, otoczonej zapachem drogiej wody kolońskiej”, pisał w „Polityce” Piotr Pytlakowski. Postać, którą przedstawił, to właśnie były członek KGB. Człowiek, który zajmował się interesami, podczas gdy kark pilnował, żeby klient czuł strach.
Siemion Mogilewicz
Takim elegantem był Siemion Mogilewicz, jeden z szefów Sołncewskiej Braci. Pilnował podległych mu ludzi w krajach wpływów byłego ZSRR.
Dzięki jego talentom „FBI uznało mafię z Rosji za największą euroazjatycką organizację kryminalną na świecie, pod względem majątku, wpływów oraz zakresu sprawowanej przez nią kontroli finansowej”. Podlegała jej m.in. mafia pruszkowska.
Strażnicy z Sołncewa
„W Rosji zwykłe uliczne gangi, tzw. gruppirowki, nagle awansowały do roli strażnika porządku. Tworzyli je prości chuligani, ale też weterani wojny afgańskiej i rozpuszczeni do cywila niżsi rangą funkcjonariusze KGB”.
Podobnie jak 300 lat wcześniej w Japonii yakuza „…gruppirowki zajęły się ochroną biznesu. Tego nielegalnego, półlegalnego, ale i tzw. uczciwego. Ochrona była niezbędna przed innymi gruppirowkami. Na rynku zrobiło się bowiem gęsto od grup ulicznych rekieterów. Taksa za usługę wynosiła, w zależności od wysokości obrotów, od 10 do 30 proc. dochodów ochranianych firm. Nikt nie protestował, ba, przedsiębiorcy radziecko-rosyjscy dopraszali się nawet »kryszy« (dosłownie: dachu, czyli ochrony), bo uzyskiwali poczucie bezpieczeństwa”.
Jedna z tych małych grup, właśnie z Sołncewa, zrobiła zawrotną karierę. Najpierw zmonopolizowała handel towarami luksusowymi, m.in. bardzo modnymi w latach 80. ub.w. w Rosji limuzynami. Następnie zaczęła współpracę z rządem, dla którego je dostarczała. Wkrótce rząd umożliwił jej podpisanie kontraktów gazowych, przyznając koncesję powołanej przez nich legalnej spółce. Według FBI, od tamtego czasu mafia wyprowadziła z Rosji już ponad 60 mld dolarów. Jej szef Siemion Mogilewicz, Ukrainiec, absolwent wydziału ekonomicznego na kijowskiej uczelni, to dziś „właściciel wielu firm i większościowy akcjonariusz kilku spółek notowanych na europejskich giełdach”. FBI uznała go za swoistego rekordzistę – największy talent w praniu brudnych pieniędzy na świecie.
Kłótnia w Braci
Sukcesy mafii ukróciła kłótnia między wielką czwórką jej bossów. Oprócz mózgu mafii, Mogilewicza, stanowiło ją dwóch zawodowych zapaśników i jeden przyjaciel z młodych lat. Mogilewicz miał zginąć w zamachu. Na zlecenie „braci”. Przed wejściem do restauracji należącej ponoć do KGB powstrzymali go czescy policjanci. W ostatniej chwili przed detonacją potężnego ładunku. Założyciel słynnej, walczącej z mafią czeskiej jednostki Alfa, Tomas Machaczek, zaczął deptać Braci z Sołncewa po piętach. Doprowadził do wydalenia Mogilewicza z Czech, ale sam wylądował w areszcie. Rzekomych przestępstw do dziś nie udowodniono.
Cosa nostra to nie gomorra, a gomorra to nie mafia z Sycylii
Znalazłem wiele dyskusji na temat czołowych mafii świata, z wpisami typu: „Mylenie amerykańskiej cosa nostry z mafią sycylijską to brak znajomości tematu!!! Mafie te są różnymi organizacjami… Mafia amerykańska miała zakaz handlowania narkotykami, a zajmowali się tym Sycylijczycy”. I nie jest to takie znowu czepianie się. To błąd zasadniczy, a jednak jego popełnienie wydaje się oczywiste. Mało tego, jest bardzo częste. Cosa nostrę i mafię sycylijską łączy bardzo, bardzo wiele. Obie wywodzą swoje korzenie, zasady „mafii rodzinnej” i specyficzną moralność z tej samej Sycylii. Obie łączy „omerta” – zmowa milczenia.
Nawet różnice między nimi, w tym ta dotycząca handlu narkotykami, wynikają z „wartości rodzinnych”, bo na nich prawdziwa włoska mafia jest oparta. Dla Sycylijczyków nie było problemem, że Amerykanie będą brali narkotyki, byle nie było handlu na ich wyspie. Dla cosa nostry Amerykanie to naród, w którym żyją ich rodziny i dzieci, a więc przyzwoleniem na handel niszczyliby swoje własne środowisko.
Mafia z Sycylii
Pomyłka, którą wytknął czytelnik jednego z forów, wynika z faktu, że to członkowie mafii sycylijskiej zakładali pierwsze struktury mafijne w Stanach Zjednoczonych i tworzyli je na wzór tych, które działały na ich rodzimej wyspie. Tworzące się dopiero Stany Zjednoczone okazały się idealne dla rozwoju silnej mafii włoskiej o strukturze organizacyjnej rodziny.
Nasza sprawa
„Cosa nostra” to dosłownie „nasza rzecz”, „nasza sprawa”. Powstawała w XIX i na początku XX w. wraz z napływem włoskiej emigracji do Nowego Jorku.
Realia tamtej epoki sportretował Martin Scorsese w filmie „Gangi Nowego Jorku”, którego wartością bezcenną jest odtworzenie rzeczywistości Nowego Jorku z przełomu XIX i XX w.
Niestety, moim zdaniem to najgorszy film w jego karierze. Zaznaczam jednak, że to tylko moja opinia. Obraz ma swoich wiernych fanów.
Getto irlandzkie, niemieckie, żydowskie, polskie i włoskie
Grupy narodowościowe tworzyły swoje getta i zanim zasymilowały się, tworząc obecną Amerykę, nierzadko urządzały bitwy na ostre narzędzia.
W tych warunkach powstała też cosa nostra, choć zaczęła być tak nazywana dopiero 100 lat później, w 1963 roku. Trwały już wtedy procesy mafiosów „pięciu rodzin”. Pod jej szyldem wkrótce zjednoczyły się mafie kalabryjska i neapolitańska, tworząc mafię włoską w Ameryce. Dziś wciąż działa ona przede wszystkim w Nowym Jorku, New Jersey, Filadelfii, Nowej Anglii, Detroit i Chicago. Rynkiem włoskich interesów półświatka musiała się jednak podzielić z trzema innymi mafiami: camorrą, n’dranghetą i sacra corona unita.
Cosa nostra i narkotyki
Włoscy bossowie długo w tajnych głosowaniach ważyli, czy wejść na nowy dla siebie rynek narkotyków. Wygrywało przekonanie, że jest to sprawa poniżej godności mafii. Szefowie zdecydowali się na podbój rynku narkotykowego, dopiero kiedy inne mafie miały już swoje monopole na konkretne rejony Stanów Zjednoczonych, a narkotyki okazały się najbardziej dochodowym nielegalnym interesem. Zrezygnowali z etosu. Dziś włoskie szeregi mafii są przetrzebione. Tworzą ją prawie wyłącznie rodowici Amerykanie. Duży wpływ na to, że nastąpiła zmiana warty, miały wydarzenia z 2011 roku. Doszło wtedy do wielkiego procesu z udziałem rodzin. Tomasz Zalewski tak opisał w „Polityce” aresztowania, które do niego doprowadziły: „Ponad 800 agentów federalnej i lokalnej policji aresztowało w zeszłym miesiącu 110 członków i wspólników syndykatu zbrodni La Cosa Nostra (LCN). Za kratkami znaleźli się: consigliere rodziny Gambino, cała wierchuszka rodziny Colombo, były szef mafii z Nowej Anglii, kilkudziesięciu kapitanów (capo) i żołnierzy wszystkich pięciu rodzin mafii nowojorskiej. Zarzuty były te same co zawsze: morderstwa, wymuszenia haraczy, hazard, przemyt narkotyków, podpalenia, stręczycielstwo i racketeering, czyli udział w czynach przestępczej organizacji”.
„Mafia pięciu rodzin”
„Mafią pięciu rodzin” rządziły familie Gambino, Lucchese, Genovese, Bonanno i Colombo. Każda z nich cieszyła się sławą w innej dziedzinie, na innym terytorium i wykorzystywała inne metody zastraszania. Genovesich nazywano „rolls-royce’em zorganizowanej przestępczości”, to założyciele mafii, którzy wykonywali jej największe kontrakty. Gambini zajmowali się prostytucją. Ród Lucchese wraz z nastaniem bossa Victora Amussa zasłynął brutalnością wobec przeciwników. Ich specjalność to nielegalny hazard. To biografia Amussa zainspirowała zresztą Maria Puzza do napisania „Ojca chrzestnego”.
Rodziny razem tworzyły „państwo podziemne”, każda z nich miała od kilkudziesięciu do tysiąca członków. Prezydentem tej organizacji był „capo di tutti capi”, szef wszystkich szefów, nazywany też Bossem, a wedle tradycji – Donem. Do 11 września 2011 r. La Cosa Nostra: „…przegrywała wojnę z organami ścigania i zdawała się bezpowrotnie słabnąć. Wyczyny innych przestępczych syndykatów, bardziej bezwzględnych w zabijaniu: mafii rosyjskiej, gangów azjatyckich, latynoskich narkokarteli – przyćmiewały stroniącą od niepotrzebnej przemocy LCN”.
World Trade Center
Atak, po którym FBI skupiła się na walce z terroryzmem, bardzo pomógł mafii. Do dawnej świetności, choćby z czasów Johna Gottiego, seniora LCN, już jednak nie wróciła.
Gotti przejął kontrolę nad klanem Gambino, zlecając zabójstwo dotychczasowego bossa Paula Castellana i jego ochroniarza Thomasa Bilottiego w grudniu 1985 roku. Jego błyskotliwa kariera „ostatniego wielkiego bossa” przebiegła szybko. Aresztowany w 1990 r., dwa lata później był też pierwszym skazanym na dożywocie szefem cosa nostry i w tamtym czasie jedynym więźniem pozbawionym możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie.
Jeszcze w latach 70. ub.w. roczne dochody mafii szacowane były na 48 mld dolarów. Więcej zarabiał tylko koncern Exxon. „FBI było pochłonięte tropieniem licznych w Nowym Jorku – siedzibie ONZ – sowieckich szpiegów. Powiadano, że każdy, kto je obiad w Wielkim Jabłku, daje zarobić gangsterom, gdyż mafia czerpała zyski ze wszystkich hurtowni żywności. To samo było z odzieżą – domeną rodzin Gambino i Lucchese. Kiedy Anthony Sotto, boss nadbrzeża portowego na Brooklynie, a jednocześnie popularny przywódca związkowy, stanął przed sądem, bronili go wszyscy żyjący eksburmistrzowie metropolii”. Potem jednak nastały czasy schyłkowe. Syn ojca chrzestnego, John Gotti junior, postanowił zostać uczciwym obywatelem. Założył legalne firmy. Sęk w tym, że nie miał do biznesu smykałki i jedna po drugiej bankrutowały. Media naśmiewały się z niego. Z kolei córka legendarnego bossa, Victoria, wystąpiła w reality show i pisze pamiętniki o ojcu. Normalne dzieci. Co z mafią? Mówi się, że stanowi dziś jedną dziesiątą dawnej siły, ale za sprawą Amerykanów, którzy coraz odważniej przejmują stery, i zagrożenia terrorystycznego, które wciąż odciąga uwagę FBI, szybko wraca na swoje miejsce w przestępczym świecie.
Camorra
Jedną z organizacji, które wzbogaciły się kosztem rodzinnej i staroświeckiej cosa nostry, jest wywodząca się z Neapolu camorra. W artykule „Camorra never sleeps” William Langewiesche, dziennikarz „Vanity Fair”, udowadnia, że specjalnością camorry są morderstwa, których ofiary nie spodziewają się śmierci. Są zabijane podczas snu, gry w kasynie, relaksu, błyskawicznie i cicho. Zadanie śmierci trwa najwyżej siedem sekund. Od momentu pojawienia się morderców do ostatniego tchnienia.
Przewodnik po Neapolu
Za sprawą camorry Neapol dzieli się dla Włochów na ten dla turystów i dla całej reszty, dla której jest: „kilkusetletnim systemem stu klanów zajmujących się działalnością przestępczą”. Camorry nie da się oddzielić od społeczeństwa „jej miasta”. Członkowie wspomnianych klanów mają swoich klientów, współpracowników, przyjaciół. A wszyscy oni w większym lub mniejszym stopniu stają się pośrednikami organizacji. Mafia wtopiła się w miasto, płynie jego żyłami i ustanawia jego prawa. Według Langewiesche’a „była częścią Neapolu daleko wcześniej niż ta wrażliwa struktura nazywana Włochami w ogóle istniała”. Niektórzy uważają, że ma początek w starożytności.
Beneficjenci camorry
William Langewiesche szacuje, że beneficjentów aktywności mafii neapolitańskiej jest ok. 10 tysięcy. Sam jednak dodaje, że to bardzo przybliżone dane, bo z camorrą, chcąc nie chcąc, współpracują niemal wszyscy mieszkańcy jej strefy wpływów. Tu jednak również działa „omerta”, a mieszkańcy najczęściej wolą zaufać camorze niż policji. Dlatego milczą jak grób o swoich „znajomych”. Roberto Saviano, autor słynnej książki „Gomorra”, w której opisał metody działania mafii, kilkukrotnie dostał ostrzeżenie, że zapadł na niego wyrok śmierci.
Dowodem na to, jak skutecznie mafia przenika struktury policji, było też wydarzenie z 1993 r. Aresztowany i przetrzymywany pod specjalną ochroną szef klanu Casalesi, Francesco Schiavone, po trzech latach odsiadki zniknął bez śladu. Pojmany ponownie w 1998 r., był już szefem camorry. Policja uważała go za rozsądnego Dona, który stronił od niepotrzebnej przemocy, przykuwającej uwagę osób postronnych i psującej biznes. Co ciekawe, kochankami Schiavonego były m.in. pracownice NATO: Kathryn Houston i Cristina Emich.
N’drangheta
Włosi kolonizują również narkotykowe interesy Ameryki Południowej. Kalabryjska n’drangheta dzięki wpływom w państwach latynoskich odgrywa czołową rolę w światowym handlu narkotykami. Służby specjalne Włoch i Stanów Zjednoczonych uważają, że mafia ta jest pośrednikiem 80 proc. kokainy dystrybuowanej w Europie. Można obliczyć, że taka ilość daje mafii zysk 40 mld euro. To z kolei stanowi 3,5 proc. włoskiego PKB. Tylko kto jest dziś szefem tej struktury?