Obecność Kim Basinger wywiera magiczny wpływ na ludzi. Kiedyś zabrałem ją na spotkanie z biznesmenem, który pragnął zaproponować jej kontrakt reklamowy. Chodziło o wykorzystanie jej wizerunku do promocji nowej linii produktów do pielęgnacji skóry. Zamierzał zaoferować jej pokaźną kwotę, pomyślałem, że to może być dla niej atrakcyjna propozycja. Niestety, tylko w teorii. Spotkanie okazało się kompletnym niewypałem, rozczarowaniem. Biznesmen stanąwszy twarzą w twarz z Kim, został oszołomiony jej wdziękiem i urodą, próbował odegrać rolę klasycznego macho. Wyglądało to żałośnie i zwyczajnie się ośmieszył. „Wiem, jak sobie z nią poradzić” – szepnął do mnie.
Ja na to: „Nie sądzę”. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Kim przerastała go klasą.
Po trzech wywiadach, które zrobiłem z nią, pozostajemy stale w kontakcie, często rozmawiamy o jej zgryzotach, zaangażowaniu w walkę o prawa zwierząt, o samotnym wychowywaniu córki Ireland.
Kim przeszła przez kilka trudnych spraw sądowych, dwa rozwody, walkę o prawo do opieki nad córką. Zdobyła Oscara za drugoplanową rolę w „Tajemnicach Los Angeles”.
Pochodzi z wielodzietnej rodziny. Ma dwóch starszych braci i dwie młodsze siostry. Sama była dziewczynką pełną sprzeczności. Z jednej strony marzyła, by zostać aktorką, od bardzo wczesnego wieku uczyła się tańca. Z drugiej zaś – była chorobliwie nieśmiała.
Szkoła okazała się niemiłym doświadczeniem, szczerze jej nienawidziła. – To było więzienie. Ponieważ zaczęłam mieć problemy z nauką, przydzielono mnie do klasy z najgorszymi chuliganami w szkole, którzy podczas lekcji puszczali papierowe samoloty i grali w karty. Podobnie jak ja nie znosili szkolnej dyscypliny i obowiązującego rygoru. Moi rodzice myśleli, że zbzikowałam. Nie byłam buntowniczką, ale niepokorną indywidualistką, która chce żyć po swojemu, a nie pod dyktando narzuconych z góry zasad. Wierzyłam w to, że w życiu dostajesz to, czego pragniesz. Słowo „niemożliwe” nie istnieje.
Jako 16-latka stanęła do konkursu piękności. Żeby zostać miss nastolatek swojego miasteczka, odśpiewała „Wouldn’t It Be Loverly”, piosenkę z musicalu „My Fair Lady”.
To ojciec przekonał wycofaną i nieśmiałą córkę do wzięcia udziału w tym konkursie. – Wiedział, jak bardzo lubię muzykę. Jako dziecko potrafiłam naśladować każdego piosenkarza. Ale powiedziałam: „Tato, nie wiem, czy powinnam startować w tej konkurencji. A jeśli wyjdę na scenę i umrę ze strachu?”. Na co on: „Obiecuję ci, że nie umrzesz”.
Kiedy stanęłam na scenie, myślałam, że ze strachu zemdleję. Po zaśpiewaniu „My Fair Lady” na sali zapanowała cisza, czułam, że to koniec, całkowita klapa. Przecież w tej szkole nie miałam prawie przyjaciół. Po chwili, ku mojemu zaskoczeniu, publiczność poderwała się z krzeseł i zgotowała mi głośne owacje na stojąco. To był przełomowy moment.
Byłam najgorszą modelką, jaką zna świat
Gdy zdobyła tytuł Miss Nastolatek Stanu Georgia, droga do Nowego Jorku stanęła przed nią otworem. Tam poznała Eileen Ford, która natychmiast zaproponowała jej kontrakt z renomowaną Ford Modeling Agency.
Jednak praca modelki nie była jej przeznaczeniem. – Byłam prawdopodobnie najgorszą modelką, jaką zna świat. Za udział w sesjach dla magazynów i w reklamach dostawałam naprawdę wielkie pieniądze, moja średnia pensja wynosiła ok. 1000 dol. za jeden dzień. Ale nawet nie miałam swojego konta bankowego. Praca modelki była tylko pewnym etapem w karierze. Nigdy nie czułam się komfortowo przed lustrem. Chciałam być aktorką. Jednego byłam pewna: że chcę grać w filmach i śpiewać.
Kim zadebiutowała na dużym ekranie w westernie „Hard Country”. Film był klapą, ale dobrym doświadczeniem. To wtedy poznała swojego pierwszego męża, charakteryzatora Rona Brittona. Po siedmiu latach się rozwiedli. Kim nie lubi o tym rozmawiać. – To był zły wybór, tak naprawdę go nie znałam.
Jej kariera nabrała tempa po roli dziewczyny agenta Jamesa Bonda u boku Seana Connery’ego w filmie „Nigdy nie mów nigdy”.
Potem występowała w dużych produkcjach kinowych, m.in. w „Urodzonym sportowcu” z Robertem Redfordem, „Dziewięć i pół tygodnia” u boku Mickeya Rourke’a, „Batmanie” z Jackiem Nicholsonem. Dwukrotnie spotkała się na planie filmowym z Jeffem Bridgesem, w filmach „Nadine” i „Drzwi w podłodze”, oraz ze swoim byłym mężem Alekiem Baldwinem w komedii „Zawód pan młody” i w „Ucieczce gangstera”. – Wszystkie te filmy nauczyły mnie tego, że aktorzy są jedynymi ludźmi w biznesie filmowym, którzy wnoszą do niego odrobinę kreatywności, i że reszta Hollywood jest nędznym miejscem do pracy. Doświadczyłam tu fałszu i perfidii – żali się Kim. – Smutne, ilu ludzi w tym mieście nie ma żadnego wykształcenia aktorskiego, nawet kursu, ale za to mają bogatych tatusiów albo mamusie. To stara hollywoodzka historia. Pieniądze i potęga. Wielkie wytwórnie wynajmują aktorów, żeby na nich zarabiać, co na dłuższą metę wykańcza ich psychicznie. Wielu utalentowanych aktorów w ramach kontraktu jest zmuszonych grać w drogich produkcyjniakach, przez co marnują swój talent.
Producenci „Batmana” to zdziercy
– Z punktu widzenia psychologii aktorzy to z reguły osoby wrażliwe, o bardzo słabej psychice. Są na tyle dziecinni, że łatwo nimi kierować i ich uzależnić.
Jednym z moich gorszych doświadczeń w tym względzie była praca nad „Batmanem” – prawdziwe zdzierstwo. Zyski z filmu zgarnął Jack Nicholson i producenci. Moje zarobki były niewspółmierne do tego, co wniosłam w projekt. Pojawiło się wiele problemów ze scenariuszem. Przychodziłam w nocy z planu do domu i poprawiałam błędy, niemało kwestii napisałam na nowo. Dzięki pracy przy „Batmanie” dowiedziałam się, jak można zostać wkręconym w wątpliwy interes, i nauczyłam się, jak nie dać się w coś takiego wkręcić ponownie.
Kim jednak nie nauczyła się, że kiedy zakochujesz się w odtwórcy głównej roli, rzadko kiedy taki związek ma szansę przetrwać.
Aleca Baldwina poznała na planie filmu „Mężczyzna się żeni”. Gdy inni odwracali się od aktorki, zakochany Baldwin trwał przy niej wiernie. Producenci mówili, że nie mają siły znosić jej kaprysów i humorów, Baldwin zwierzał się, że to anioł. Wspólnie wystąpili też w filmie akcji „Ucieczka gangstera”. Zaraz potem, w 1993 r., pobrali się.
Małżeństwo Basinger–Baldwin na początku było związkiem niemal idealnym. Dla męża Kim prawie wycofała się z życia publicznego. Najpierw adoptowali razem czarnoskórą dziewczynkę, potem Basinger urodziła córeczkę Ireland i zajęła się wychowaniem dzieci. – To nie był łatwy poród dla przeszło 40-letniej kobiety. Musiałam mieć cesarskie cięcie – wspomina Kim. – Moje dziecko było ułożone prawidłowo, główką w dół, ale tuż przed wyznaczonym terminem porodu całkowicie się odwróciło. Lekarz zasugerował zabieg, który pomoże ułożyć dziecko prawidłowo. To było chyba jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń w moim życiu.
Gdy dziecko przyszło na świat, rozpoczęły się przepychanki z paparazzimi, którzy usiłowali zrobić zdjęcia całej trójce. Baldwin wdał się w bójkę z fotografami, którzy schowali się w sąsiedztwie ich domu. Musiał zapłacić za napad 4,5 tys. dol.
Straciłam włosy w „Tajemnicach Los Angeles”
W 1997 r. poszedłem zrobić z Kim wywiad w jej domu w Woodland Hills, w San Fernando Valley. Właśnie skończyła pracę nad filmem „Tajemnice Los Angeles”, w którym partnerowali jej Russell Crowe i Guy Pearce. Za drugoplanową rolę w tym filmie zdobyła Oscara. Wówczas było głośno o jej dwóch przegranych sprawach sądowych. W 1993 r. zawarła umowę z wytwórnią Main Line Pictures na udział w filmie „Uwięziona Helena”. Szybko jednak chciała się z niej wycofać. Sąd zdecydował, że musi zapłacić wytwórni ponad 8 mln dol. odszkodowania. W wyjściu z finansowego dołka nie pomogła jej nawet sprzedaż miasteczka Braselton, które kupiła cztery lata wcześniej. Niedługo potem ogłosiła bankructwo. Generalnie sporo się działo w jej życiu, więc mieliśmy wiele do omówienia.
Dowiedziałem się, że prawie straciła swoje piękne włosy, farbując je na złoty blond do roli Veroniki Lake w filmie „Tajemnice Los Angeles”. Gdy zapytałem, Kim wzdrygnęła się na to wspomnienie. – Dzisiaj zazwyczaj nakładasz pasemka na włosy, ale kobiety w latach 40. farbowały je na blond w całości, tak jak bohaterka filmu. Grace Kelly i inne dziewczyny w tych czasach miały piękne jasne, jedwabiste, anielsko wyglądające włosy. Nie pozostało mi nic innego, tylko się do nich upodobnić. Dotychczas nigdy nie farbowałam włosów, jedynie nakładałam pasemka. Dla filmu musiałam się poświęcić. Po zafarbowaniu moje włosy się zbuntowały. Czułam piekący ból, miałam wrażenie, jakby głowa mi płonęła. Poprosiłam fryzjera, aby mi ją spłukał, na co on, że to normalne, że to takie chwilowe mrowienie. Na drugi dzień na skórze pojawiły się pęcherze. Skończyło się na tym, że musiałam nosić perukę, bo wypadły mi włosy. Na szczęście odrosły.
To złe wspomnienie naprowadziło mnie na pytanie o sprawy, o których pisał „New York Times”. Wielu z kredytodawców nie dostało zwrotu zainwestowanych w miasteczko Braselton pieniędzy, ponieważ Kim zbankrutowała. To miała być inwestycja jej życia. Miasteczko położone w stanie Georgia kupiła za 20 mln dol., żeby przekształcić je w centrum artystyczno-turystyczne. Opisana historia zszokowała ją. – Budzisz się pewnego ranka i widzisz na pierwszych stronach gazet swoje olbrzymie zdjęcie, a obok historię wyssaną z palca. Moi prawnicy chcieli pozwać dziennikarza, który wypisywał na ten temat bzdury, ale zdecydowałam, żeby dali spokój. Nie chciałam wywoływać kolejnej awantury.
Marzenia, które doprowadziły mnie do bankructwa
– Sprawa Braselton przyniosła mi więcej szkody, niż się spodziewałam.
To było moje wielkie marzenie. Chciałam stworzyć na południowym wybrzeżu w małym miasteczku w Georgii oazę dla artystów, ludzi z branży filmowej i muzycznej. Przez dwa lata szukałam funduszy na tę inwestycję, aby je później przekazać korporacji oraz kompetentnym ludziom, którzy mieli zarządzać całością. Ja byłam tylko pomysłodawczynią. Braselton to piękny kawałek ziemi, który należy chronić, i modlę się, żeby ludzie go nie zniszczyli. Niestety, moje marzenie się nie spełniło. To okropna historia.
W tych trudnych chwilach bardzo wspierał ją Alec Baldwin. Podobno pomógł jej spłacić długi. Byli idealną parą. Jednak po narodzinach Ireland jego postawa się znacznie zmieniła. Po burzliwym rozwodzie w 2000 r. rozpoczęła się batalia o opiekę nad córką.
– Alec wystąpił w telewizji w talk-show, w którym powiedział: „Moja żona i ja jesteśmy w separacji, ona zakochała się w innej kobiecie, 14-miesięcznej, łysej dziewczynce”. Byłam pod wrażeniem jego werbalnych talentów; on jest elokwentnym, inteligentnym facetem. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek nie poradził sobie w trudnych sytuacjach. Ale tą jedną małą istotką nie mógł zawładnąć i ujarzmić jej. Jako główny bohater w filmie „Cooler” nie musiał grać, po prostu był sobą. Podobnie było w kilku innych filmach, gdzie wystąpił w roli podstępnych, agresywnych typów. Alec się nie kontroluje, jest niezrównoważony psychicznie. Stwarza sytuacje, które są niebezpieczne dla mojej córki – mówi Kim.
Pod koniec 2006 r., kiedy rozmawiałem z Kim przez telefon, jej walka z Baldwinem o córkę doprowadzała ją do szaleństwa. Mówiła: – Kto by uwierzył, że mała dziewczynka z południa pewnego dnia zdobędzie Oscara i potem znajdzie się w trzech różnych sądach – cywilnym, rodzinnym, a teraz zamierzam jeszcze złożyć pozew o zniesławienie. Myślę, że to jakiś żart. Pewnego dnia, kiedy będę to już miała za sobą, opowiem tę historię. Powinnam napisać książkę pt. „Jak radzić sobie w sądzie”, stałam się ekspertem od sądownictwa, łącznie z architekturą, przecież byłam tam setki razy. Próbowałam ochronić moją 11-letnią córkę, ale niewiele mogłam zrobić.
Alec jest mściwy i wściekły
Kilka miesięcy później Alec, zdenerwowany tym, że córka nie odbiera jego telefonów, zostawił jej obraźliwą wiadomość na skrzynce pocztowej. Informacja ta przeciekła później do mediów i wywołała olbrzymie kontrowersje. „Jesteś niewychowaną, bezmyślną małą świnią. Nie masz mózgu i kultury ludzkiej. Nic mnie nie obchodzi, że masz 12 czy 11 lat i że jesteś dzieckiem, albo że twoja matka jest bezmyślnym bólem w tyłku i że nie obchodzi jej, co robisz [...]. Poniżyłaś mnie ostatni raz”. Z powodu tych słów sąd zabronił Baldwinowi widywać się z Ireland.
W tym konflikcie Ireland była po stronie matki. Alec Baldwin poczuł się oszukany przez sąd i prawo, które według niego nie były sprawiedliwe. „Kim wydaje się, że skoro ona nie potrzebuje mnie w swoim życiu, to Ireland też nie musi mnie widywać” – tłumaczył się rozżalony. „Jestem ofiarą kampanii, którą Kim prowadzi przeciwko mnie”. Po tym zdecydował się dać upust swoim frustracjom, pisząc książkę na temat ojców rozwodników pt. „A Promise to Ourselves”, która ukazała się w 2008 r.
Kim konsekwentnie milczała, chociaż w ubiegłym roku powiedziała mi: – Dzieci z rozbitych rodzin mają trudniej. Jeszcze gorzej miewają córki znanych aktorów, kiedy chłopcy z klasy wiedzą, jak ich matki wyglądają bez ubrania. Ostatnio, gdy podwoziłam Ireland do szkoły, poprosiła mnie, abym została w samochodzie, bo jej koledzy patrzą na mnie w sposób, który ją krępuje. Widzieli kilka filmów, w których wystąpiłam na golasa. Mieli z tego niezły ubaw. Oni wiedzą więcej o tym biznesie, niż powinni. Czasami Ireland przychodzi do domu i opowiada niepokojące historie, których nie chcę słuchać.
Zwierzęta pozwalają mi zapomnieć o lęku
To, co Kim pozwala się zdystansować do osobistych problemów, to walka o prawa zwierząt. Poza sceną pracuje niestrudzenie na rzecz poprawy losu czworonogów, brała udział w wielu akcjach dobroczynnych. Wraz z innymi wolontariuszami pomagała znaleźć miejsce dla cyrkowych słoni, które są już za stare na to, by występować na scenie.
Po huraganie „Katrina”, który zniszczył Nowy Orlean, pomagała ratować zwierzęta, które z powodu kataklizmu były masowo poddawane eutanazji i nikt nie martwił się o ich los. Załatwiła przez znajomego flotę ciężarówek. 30 wolontariuszy wywiozło z lasów setki zagrożonych zwierząt.
Gdy dowiedziała się, że w laboratorium przeprowadzano doświadczenia i łamano kości 36 psom rasy beagle, przezwyciężyła swoją niechęć do rozmów z mediami i przekonała dziennikarzy w telewizji, aby pokazać cały proceder przed kamerami. Osobiście zapukała do drzwi laboratorium. Akcja odbiła się szerokim echem.
Ona może być niepewna siebie, ale gdy chodzi o walkę o prawa zwierząt, potrafi iść na całość. – Zwierzęta zrobiły dla mnie więcej niż ktokolwiek inny, ponieważ pozwalają mi zapomnieć o lęku. Zapytana o psy, z dumą opowiada całą historię. – Ktoś pewnego dnia podrzucił mi na ganek taśmę z nagraniem okrutnych doświadczeń, jakie wykonuje się na zwierzętach w laboratorium Huntingdon Life Sciences w New Jersey. Ludzie mogą mówić otwarcie, a zwierzęta nie potrafią. Wiem, co to znaczy nie mieć głosu. Jestem śmiertelnie nieśmiała. Kiedy byłam dzieckiem, słowa więzły mi w gardle. Byłam wściekła, gdy zobaczyłam to nagranie. Oni zamierzali łamać kości szczeniętom, a wszystko po to, by przetestować nowy lek, który był już stosowany w Japonii i się sprawdził. Zaproponowałam, że zaadoptuję wszystkie szczenięta. Powiedzieli: „Świetnie, przyjdź i zabierz je”. Więc poszłam tam z kamerami za plecami. Kiedy maszerowaliśmy przez trawnik w stronę drzwi, drżałam ze strachu. Prezes laboratorium wyszedł i powiedział: „Nie dostaniesz szczeniąt”. Więc tak jak stałam, zmusiłam go do wypowiedzi przed kamerami. Potem wpuścił mnie do środka, a ja zapytałam: „Widziałeś tę taśmę? Mam zamiar to nagranie pokazać w mediach”. W rezultacie laboratorium Huntingdon Life Sciences zostało zamknięte. Nie boję się konfrontacji, robię to z obywatelskiego obowiązku. Gdy tygrysica chce chronić swoje młode, to walczy.
Gdy opowiadała mi tę historię, miała 21 zwierząt w swoim domu. Jeden pies ostatnio wszedł do łazienki, sam sobie otworzył kabinę z prysznicem i w niewytłumaczalny sposób głową przekręcił kurek – woda zalała pokój. Inny pies, shih-tzu, szczekał całą noc na odbijający się w wodzie basenu księżyc. Shih-tzu podsunął jej pomysł na napisanie książki dla dzieci (nieopublikowana) „Barney i jak wyjąć księżyc z basenu”.
Jak umówić się z Kim na randkę
Pewnego dnia przyszła do moich studentów na Uniwersytet Kalifornijski (UCLA) jako gość: bez makijażu, ze skromnie upiętymi włosami, w okularach z czarnymi oprawkami, ubrana w ciepły wełniany sweter. Kiedy jeden ze studentów zapytał: „w jaki sposób mężczyzna może się z tobą umówić na randkę?”, odpowiedziała: „od czasu mojego rozwodu z Alekiem nikt się ze mną nie umawiał, mężczyźni nie podchodzą, wyczuwają moje zakłopotanie”.
We wczesnych latach kariery pozowała nago w „Playboyu”. Kiedy zapytałem, czy zrobiłaby to jeszcze raz, odpowiedziała: – Nie żałuję tego, chociaż miło jest myśleć sercem i innymi częściami ciała, ale dam wam dobrą radę: jeśli macie wybór, to myślcie głową.
„Masz taką gładką skórę. Jaki jest sekret twojej urody?” – zapytała jedna z dziewczyn, zmieniając temat. – Tylko jeden, o którym mogę ci powiedzieć z całkowitą pewnością: to gruba warstwa kremu z filtrem słonecznym – odpowiedziała Kim. – Nakładam go zawsze, kiedy kręcimy w plenerze. Znalazłam świetny środek zwany Alligatorem, który polecili mi nurkowie. Kiedy pracowałam na planie filmu „Marzyłam o Afryce”, smarowałam nim całe ciało. Aktorzy, którzy mnie całowali, patrzyli na mnie i odchodząc, mówili: „O Boże, to lepka kobieta”.
Tę lepką kobietę, która zagrała matkę Eminema w filmie „8. mila”, poproszono również o zagranie matki Zaca Efrona w filmie z 2010 r. „Charlie St. Cloud”. Nie była pewna, bo to oznaczało wyjazd do Kanady. Ale córka Ireland przekonała ją do tego. „Musisz jechać do Vancouver zagrać z Zakiem Efronem”, naciskała.
Ostatnio rozmawiałem z nią zaraz po powrocie z Polski z festiwalu Camerimage, podczas którego zasiadałem w jury, i powiedziałem, że organizatorzy byliby zaszczyceni, gdyby za rok pojawiła się jako gość na festiwalu.
– Zawsze odmawiam, gdy mnie chcą uhonorować – powiedziała. – To mnie dekoncentruje. Jednak po chwili namysłu stwierdziła: – Polska byłaby świetna. Chętnie pojadę tam z Ireland. Mam kilka pomysłów na ciekawe historie filmowe, które chciałabym przedyskutować na festiwalu. Jedna to opowieść o nocy, którą Thoreau [pisarz, zwolennik obywatelskiego nieposłuszeństwa, autor popularnej powieści „Walden”] spędził w więzieniu. Kim chciałaby zagrać dziennikarkę, która robiła z nim wywiad w więzieniu. Może Anthony Hopkins mógłby zagrać Thoreau?
– Druga historia dotyczy malarza Andrew Wyetha, który chciał mnie kiedyś namalować. Kto raz widział jego słynny obraz z 1948 r., „Świat Christiny”, już nigdy go nie zapomni.
Ale wiesz, o czym tak naprawdę marzę? Chciałabym siedzieć w ogrodzie i doglądać pomidorów, po prostu patrzeć, jak dojrzewają. To wszystko, czego pragnę.