zachwyt, inspiracja, pragnienia, zmysł, smak, ciekawość, zapach, pożądanie, piękno

Cecilie Manz

Dziś jedna z czołowych przedstawicielek współczesnego skandynawskiego wzornictwa, Cecilie Manz już od dzieciństwa wiązała swą przyszłość z projektowaniem. Urodzona w 1972 roku w rodzinie z artystycznymi tradycjami, od najmłodszych lat miała styczność ze sztuką i designem. Jej warsztat ukształtowali przedstawiciele wzornictwa skandynawskiego – studiowała projektowanie mebli i wyposażenia wnętrz na Królewskiej Duńskiej Akademii Sztuk Pięknych w Kopenhadze, a następnie kontynuowała naukę na Uniwersytecie Sztuki i Designu w Helsinkach.

Przez pewien czas pracowała także w studiu swego wykładowcy, Yrjö Wiherheimo, klasyka fińskiego designu. Nic dziwnego, że projekty Manz odzwierciedlają główne idee szkoły skandynawskiej: funkcjonalność, prostotę i solidność wykonania. O swoim podejściu do projektowania mówi: Projektuję rzeczy, które mają dla mnie znaczenie. Moją najważniejszą zasadą jest, by zawsze mieć powód, dla którego wykonuję dany produkt. Funkcja jest bowiem najważniejsza i jeśli nie mogę znaleźć dobrego uzasadnienia dla nowego produktu, wolę powstrzymać się od jego projektowania.

Podejście to może wydawać się radykalne, ale zrozumiałe, gdy zwrócimy uwagę na fakt, że Cecillie Manz, w odróżnieniu od większości współczesnych designerów, wiele swych dzieł wykonuje w całości własnoręcznie. Dzięki temu swym projektom może poświęcić maksimum uwagi, dopracowując szczegóły i starając się odgadnąć potrzeby użytkowników. Nic dziwnego, że jej projekty zachwycają ponadczasową urodą i są doceniane nie tylko w ojczystej Danii, ale także przez czołowe firmy meblarskie, czy tak wpływowe organizacje, jak nowojorskie Museum of Modern Art.


Niektórzy tańczą gdy coś w nich umiera. Inni płaczą. Efekt jest ten sam, a potem go nie ma. Są pustki tak gotowe by się napełnić, że okradają nas z przyjemności dawania. Każdego dnia wybija godzina, którą w pełni odczujesz tylko raz. Wielka Radość jest drogowskazem.

W zasadzie powinienem dokończyć rozpoczętą w poprzednim numerze opowieść o Azji, gdzie po przygodach w Malezji, na wyspie Langkawi i w Wietnamie, w Sajgonie, poleciałem do Tajlandii, ale pomyślałem sobie, że raz, co za dużo to niezdrowo, dwa, sam Bangkok to za mało, żeby napisać fajnie o tym kraju.